niedziela, 15 grudnia 2013

Rozdział 1.

"Ja już nie daj rady wszystko mnie przerasta ! Czemu wszyscy mnie tak ranią ? Czy dla nikogo już nic nie znaczę...? Czuję, jakby wszyscy byli przeciwko mnie. Ja przecież nie jestem idealna, każdy ma wady. Chcę cofnąć się w czasie, wrócić do podstawówki, do moich przyjaciół. Chcę żeby wszystko było jak dawniej... Nie zamierzam się zmieniać, żeby dopasować się do nowej klasy. Nie jestem taka jak oni. Nie jestem taka pusta, żeby oceniać innych, nawet ich nie znając. Mam dosyć siedzenia cały czas cicho, bojąc się, że ktoś mnie skrytykuje. Chyba jestem za bardzo wrażliwa...  Już nikt mnie nie zrozumie..."


   Gdy skończyłam pisać łzy napłynęły mi do oczu. Szybko je starłam. Ja.. ja przecież nigdy płaczę. To nie w moim stylu. Nie lubię pokazywać, co się dzieje we mnie, w środku . Wszyscy zawsze widzą mnie uśmiechniętą.  W sumie tylko najlepsi przyjaciele wiedzą co tak naprawdę czuję. Wydobyłam się spod niebieskiej kołdry i powoli podeszłam do szafki stojącej tuż przy jasno brązowych drzwiach. Ukucnęłam i delikatnie włożyłam pamiętnik pod szafkę. Wstałam i sięgnęłam po szary pilot od odtwarzacza. Wiedziałam, że jak zwykle w środku kryje się płyta Lany. Szybko nacisnęłam mały, czerwony przycisk włączając urządzenie. Już po chwili mogłam usłyszeć muzykę, która tak bardzo mnie uspokajała.

"Feet don't fail me now
Take me to the finish line"

Gdy usłyszałam pierwsze słowa piosenki "Born to die" od razu zrobiło mi się lepiej. Dzięki Lanie przestałam się ciąć, to ona pozwoliła mi na normalne życie, to właśnie ona tak na prawdę podniosła mnie na nogi. Działała na mnie lepiej niż leki, które pozornie zmniejszają ból. Bo jak można zmniejszyć coś, co cały czas jest większe i większe... ?

 Postanowiłam położyć się spać. Weszłam pod ciepłą, grubą kołdrę i powoli zamknęłam zmęczone oczy. Sen nadszedł szybciej, niż się spodziewałam... W sumie jutro pierwszy trening koszykówki, muszę się wyspać...  !

*****

Szybko włożyłam stare, czerwone Conversy, wzięłam pierwszą-lepszą piłkę i weszłam na dużą salę gimnastyczną. Po chwili usłyszałam donośny głos trenera. Zaczęło się. Na szczęście nie tylko ja zaczynałam. Cały czas czułam na sobie wzrok trenera. Jego donośny głos rozchodził się po całej sali. Już po drugim ćwiczeniu ledwo biegałam. Mój oddech był coraz szybszy. Nie mogłam się teraz poddać, zrezygnować. Na następnym treningu powiem mu, o chorobach. Tylko nie teraz, muszę  pokazać na co mnie stać. Nie chcę, żeby potraktował mnie jak bezużyteczną kalekę...


Nagle usłyszałam gwizdek. Wreszcie przerwa ! Nie wytrzymałabym dłużej... Usiadłam na niebiesko-żółtych trybunach i chwyciłam wodę, którą wcześniej tam postawiłam. Już po chwili wypiłam połowę butelki. Na chwilę zamknęłam oczy i starałam się uspokoić oddech. Jeszcze tylko pół godziny...!






niedziela, 1 grudnia 2013

Prolog

Trzynaście lat i tyle problemów ? Choroba, problemy szkole, zniszczone marzenia i ciągła walka o sukces -to wszystko w brunetce, metr siedemdziesiąt, oczy dziwne, trochę zielone, po części szare. Wszystko "zwaliło się" na nią jak miała zaledwie jedenaście lat... Na nogi podniosła ją. Lana Del Rey, a dokładnie jej muzyka. Z każdą nutą jej piosenek czuła, że musi walczyć, że to nie jest jeszcze koniec.
 Kto może zrozumieć dziecko szukające pomocy, wsparcia ? Malutki pamiętnik, znający każdy jej problem.
  Zawziętość, problemy,choroba i walka o marzenia i o chociaż chwilę, w której mogła by się poczuć jak każdy inny.  Właśnie dlatego dziewczyna postanowiła, że zacznie chodzić na treningi koszykówki. Wszystko  tyko po to żeby pokazać innym, że choroba nie czyni ją kaleką, za którą część osób ją uważa.

Sztuczny uśmiech na twarzy każdego dnia. To właśnie cała ona.



______________________________________________________________________
Prolog jak zwykle krótki :) Opowiadanie będzie po części normalne, czasami będą pojawiały się wpisy z pamiętnika. Mam nadzieję, że Wam się spodoba.