Gdy skończyłam pisać łzy napłynęły mi do oczu. Szybko je starłam. Ja.. ja przecież nigdy płaczę. To nie w moim stylu. Nie lubię pokazywać, co się dzieje we mnie, w środku . Wszyscy zawsze widzą mnie uśmiechniętą. W sumie tylko najlepsi przyjaciele wiedzą co tak naprawdę czuję. Wydobyłam się spod niebieskiej kołdry i powoli podeszłam do szafki stojącej tuż przy jasno brązowych drzwiach. Ukucnęłam i delikatnie włożyłam pamiętnik pod szafkę. Wstałam i sięgnęłam po szary pilot od odtwarzacza. Wiedziałam, że jak zwykle w środku kryje się płyta Lany. Szybko nacisnęłam mały, czerwony przycisk włączając urządzenie. Już po chwili mogłam usłyszeć muzykę, która tak bardzo mnie uspokajała.
"Feet don't fail me now
Take me to the finish line"
Take me to the finish line"
Gdy usłyszałam pierwsze słowa piosenki "Born to die" od razu zrobiło mi się lepiej. Dzięki Lanie przestałam się ciąć, to ona pozwoliła mi na normalne życie, to właśnie ona tak na prawdę podniosła mnie na nogi. Działała na mnie lepiej niż leki, które pozornie zmniejszają ból. Bo jak można zmniejszyć coś, co cały czas jest większe i większe... ?
Postanowiłam położyć się spać. Weszłam pod ciepłą, grubą kołdrę i powoli zamknęłam zmęczone oczy. Sen nadszedł szybciej, niż się spodziewałam... W sumie jutro pierwszy trening koszykówki, muszę się wyspać... !
*****
Szybko włożyłam stare, czerwone Conversy, wzięłam pierwszą-lepszą piłkę i weszłam na dużą salę gimnastyczną. Po chwili usłyszałam donośny głos trenera. Zaczęło się. Na szczęście nie tylko ja zaczynałam. Cały czas czułam na sobie wzrok trenera. Jego donośny głos rozchodził się po całej sali. Już po drugim ćwiczeniu ledwo biegałam. Mój oddech był coraz szybszy. Nie mogłam się teraz poddać, zrezygnować. Na następnym treningu powiem mu, o chorobach. Tylko nie teraz, muszę pokazać na co mnie stać. Nie chcę, żeby potraktował mnie jak bezużyteczną kalekę...
Nagle usłyszałam gwizdek. Wreszcie przerwa ! Nie wytrzymałabym dłużej... Usiadłam na niebiesko-żółtych trybunach i chwyciłam wodę, którą wcześniej tam postawiłam. Już po chwili wypiłam połowę butelki. Na chwilę zamknęłam oczy i starałam się uspokoić oddech. Jeszcze tylko pół godziny...!
Postanowiłam położyć się spać. Weszłam pod ciepłą, grubą kołdrę i powoli zamknęłam zmęczone oczy. Sen nadszedł szybciej, niż się spodziewałam... W sumie jutro pierwszy trening koszykówki, muszę się wyspać... !
*****
Szybko włożyłam stare, czerwone Conversy, wzięłam pierwszą-lepszą piłkę i weszłam na dużą salę gimnastyczną. Po chwili usłyszałam donośny głos trenera. Zaczęło się. Na szczęście nie tylko ja zaczynałam. Cały czas czułam na sobie wzrok trenera. Jego donośny głos rozchodził się po całej sali. Już po drugim ćwiczeniu ledwo biegałam. Mój oddech był coraz szybszy. Nie mogłam się teraz poddać, zrezygnować. Na następnym treningu powiem mu, o chorobach. Tylko nie teraz, muszę pokazać na co mnie stać. Nie chcę, żeby potraktował mnie jak bezużyteczną kalekę...
Nagle usłyszałam gwizdek. Wreszcie przerwa ! Nie wytrzymałabym dłużej... Usiadłam na niebiesko-żółtych trybunach i chwyciłam wodę, którą wcześniej tam postawiłam. Już po chwili wypiłam połowę butelki. Na chwilę zamknęłam oczy i starałam się uspokoić oddech. Jeszcze tylko pół godziny...!